niedziela, 21 sierpnia 2016

Co nas kręci, co nas podnieca w świecie azjatyckich oppów cz.1

 Każdy z nas zwraca uwagę na coś innego patrząc czy słuchając drugiej osoby. Chociaż są tacy, którzy zwracają uwagę tylko na jeden konkretny przez siebie element. Są ludzi, którzy patrzą na ubiór inny na gest, kolejni na części ciała a jeszcze inni na całokształt. Podczas słuchania pewnej piosenki i pod wpływem rozmowy stwierdziłam, że podzielę się swoją osobistą listą panów, do których mam słabość i dlaczego to właśnie oni znaleźli się na tej liście.

 Nie oszukujmy się, 90% dram czy filmów ogląda się dla obsady, wiem to po sobie. Chociaż oczywiście nie zawsze jest to główny powód.

 Uwierzcie mi, że walczę ze sobą, skracają do minimum moje opowiastki, bo na temat każdego z tych panów mogłabym napisać wiele. To jest tylko hasłowe spojrzenie na sprawę.
    
  Lee Hong Ki
Nie może być inaczej numerem jeden na mojej liście nie jest nikt inny jak o ironio Lee Hong ki. Dlaczego o ironio? Z prostych względów, ten osobnik, że się tak wyrażę, spełnia co najmniej 90 % tego czego nie lubię i tu nie mówię tylko o mężczyznach, ale ogólnie. Jednak jak wiadomo przeciwieństwa się przyciągają i chyba nie ma lepszego przykładu jak ten.
To co mnie zaciekawiło, zauroczyło bądź zwróciło moją uwagę co najważniejsze trzyma mnie do dzisiaj:
-niezaprzeczalnie unikatowy głos, który rozpoznam absolutnie wszędzie i o każdej porze dnia i nocy

-uśmiech i uwierzcie mi, że nie jest to tylko moja opinia. Ten uśmiech jest uważany za najpiękniejszy w Korei Południowej i trudno się z tym nie zgodzi.


Pozostałe miejsca będą przypadkowe więc proszę się nie sugerować J

Lee Soo Hyuk
Teraz napiszę coś co pozwoli na to, aby ludzie stwierdzili, że powinnam się leczyć psychiatrycznie.
-Otóż na tego pana zwróciłam uwagę, gdy zobaczyłam uwaga … jego chód. Tak wiem, że jestem nienormalna, nie widziałam nic poza jego nogami jak szedł, ale serce mi mało z piersi nie wyskoczyło.

-jego głos, tak głębokiego głosu dawno nie słyszałam, wystarczy, że będzie mówił a ja będę w raju

Song Joong Ki vel. Kwiatuszek
I to jest ten przypadek, gdy tak naprawdę osoba trafia w serce nie wiadomo kiedy i nie wiadomo dlaczego. Ten pan jest cudny całościowo, nie będę się tu silić na jakieś dziwne wywody.

Jung Il Woo vel. Całusek
Hmm... Ten pan chwycił mnie za swoje serce również głosem, i teraz okaże się po raz kolejny jak bardzo jestem płytka, ale trudno. To jeden z tych aktorów, którzy  nie robią wytrzeszczu oczu podczas filmowego pocałunku.

Jang Hyuk
Mówcie co chcecie, ale ja uwielbiam tego aktora...
-jego głos, jest bardzo charakterystyczny
-nawet gdy gra gbura, to nie da się go nie lubić
-ma bardzo różnorodne role, i w każdej sprawdza się doskonale, no po prostu talent.

Jang Hanbyul
Przyznaję się bez bicia tego pana poznałam dopiero na koncercie w Polsce. Pierwszy k-popowy koncert, na którym miało mnie nie być, a jednak.
Ujął mnie niezwykle swoją charyzmą i głosem, który ma nieziemski.
Nie powiem, żeby nie chwyciło mnie za serce chociaż to, że powiedział kilka słów po polsku, i nawet jeden tytuł piosenki przetłumaczył na polski i zrobił to tylko w Polsce :D
Dla mnie król coverów.



Nam Gong Min
Chyba nie ma drugiego aktora, który byłby tak zdolny do grania złych bohaterów jak on. Przysięgam, że w ostatniej jego dramie bałam się go jak nigdy dotąd i zaczęłam się zastanawiać czy on nie za bardzo się wcielił w rolę. Ten człowiek jest jak kameleon. Przez co uwielbia się na niego patrzeć bez względu na to kogo gra.

piątek, 5 sierpnia 2016

Wsparcie :)

Mimo wielu trudnych spraw, z którymi teraz się zmagam jest jedna rzecz, dla której wstaję i walczę.
Dla sporej liczby osób, może to się wydać głupie, jednak dla mnie jest ważne.
Cztery lata temu, przeżyłam jeden z najgorszych momentów mojego życia, to, że dałam radę wytrwać i jakoś się podnieść zawdzięczam FT ISLAND.
źródło:tumblr.com
 Wiem, jakim cudem, zespół muzyczny do tego koreański może mieć na kogoś jakikolwiek wpływ. Uwierzcie mi, że miał. Nie będę was zanudzać swoją historią, jednak liczę, na małe wsparcie z Waszej strony.

Najnowsza piosenka zespołu

Otóż strona My music taste wraz z FT Island będzie organizowała trasę światową, ale kraje, które znajda się na ten liście, zostaną wybrane na podstawie głosów fanów żądnych ich wspaniałej muzyki.

Zespół ten jest nieobliczalny jeśli chodzi o muzykę. Ich przekrój muzyczny jest przeogromny. Każdy może znaleźć tutaj dla siebie. Oto kilka propozycji z ich dyskografii.




Dlatego moi drodzy czytelnicy, zwracam się do was z ogromną prośbą. Zagłosujcie dla mnie na ten zespół i na Warszawę. Spełnijcie moje marzenie :D

Sprawcie, by ta flaga, była motywem przewodnim koncertu :D


Aby mnie wesprzeć wystarczy zagłosować:
 Oto link, który przeniesie was na stronę, na której należy głosować :)
Następnie należy się zalogować bądź powiązać swoje konto fb z tą stronką
Kolejny krok to wciśnięcie make i niestety trzeba podać numer telefonu.
Jednak jest to tylko, aby potwierdzić, swoje dane, aby z jednego konta nie głosować nie wiadomo ile razy. (Przewidzieli desperację wielu z nas XD)
Ostatni krok to już tylko wciśnięcie MAKE i wtedy poczujecie wdzięczność płynącą wprost z mojego serca <3





środa, 13 lipca 2016

Poszukiwania...

Tym razem mój post będzie dotyczył żółci, która we mnie siedzi i gdzieś ją muszę wyrzucić bo inaczej pęknę.

Zastanawiam się czy faktycznie osoby rekrutujące ludzi do pracy robią to, by kogoś znaleźć czy po prostu dla własnych jakichś dziwnych chęci ich pognębienia i zrobienia z nich debili i do tego zdesperowanych.
Przyznaję się bez bicia, że nie mogę pracować w wielu miejscach ze względów zdrowotnych, zatem moje poszukiwania są dość okrojone, ale się nie poddaję. Wysyłam cv, chodzę na rozmowy rekrutacyjne, a czasami stażowe. Jednak mam nieodparte wrażenie, że te ogłoszenia są po prostu wywieszone, by być. Nie piszę o tym, ponieważ mam nienaganne cv, cudowne doświadczenie i Bóg wie jakie zdolności. Nie. Tylko mam wśród swoich znajomych osoby z naprawdę wysokimi kwalifikacjami, zdolnych, jednak cały czas trafiają na ścianę tak jak ja. 
Nawet jeśli dostajemy skierowanie na staż, to bardzo często oczekuje się nie wiadomo jakiego doświadczenia. A uprzedzam, że ja czy moje koleżanki nie jesteśmy osobami, które nic nie robiły przez czas studiów tylko się gapiły w sufit. Jesteśmy chętne, do tego by się uczyć, bo przecież staż ma za zadanie przyuczyć do konkretnego miejsca pracy. Chyba, że to tylko jakieś moje dziwne omamy. I żeby była jasność, ani ja ani moje koleżanki  nie jesteśmy ukierunkowane tylko i wyłącznie na pracę związaną ze swoim wykształceniem, wiadomo, że każdy chciałby pracować zgodnie ze swoim wykształceniem czy zainteresowaniami, ale nie oszukujmy się, że każdemu to się uda. 
Ale wracam do meritum,.
Udaje mi się trafić na rozmowę kwalifikacyjną, związanej z pracą, którą na dany moment mogę wykonywać. To, że trzeba było czekać prawie trzy tygodnie, by móc się spotkać z ewentualnym pracodawcą jakoś można znieść, później trzeba czekać na odpowiedź czy się człowiek zakwalifikował do kolejnego etapu. Jest. Telefon, że zapraszamy za tydzień. Na teoretycznie ostatni etap przed wyborem, pojawiam się i co słyszę, że będzie jeszcze jeden etap. I to już mnie trochę denerwuję. Ja rozumiem, że są stanowiska, w niezwykle ważnych firmach, gdzie trzeba przejść przez ogromną machinę i liczbę spotkań, ale z całym szacunkiem ta na aż tak ogromne sito nie jest potrzebna. Szanuję każdą pracę, i osobę, która ją wykonuję bez względu na to czy to sprzątaczka czy prezes. Jednak chciałabym, aby przyszli pracodawcy szanowali też osoby starające się o posadę. Wodzenie człowieka przez ponad miesiąc za nos, jest dość nieprzyjemne, a to, że co chwile zmienia się liczba etapów jest po prostu traktowaniem człowieka jako przedmiotu i brakiem szacunku w stosunku do niego.
Być może tylko ja mam takie odczucia, ale takie są i nic na to nie poradzę.

niedziela, 3 lipca 2016

Powrót do przeszłości

Każdy z nas ma jakieś wspomnienie związane z dzieciństwem, zapach, smak, dźwięk, i czasami jakiś nawet ułamek sekundy pozwala na to, by wrócić myślami do danej sytuacji czy czasu. Kilka dni temu w telewizji został pokazany koncert zespołu „Ich Troje” oczywiście miał być wyemitowany o 22.00, ale ze względu na siatkarzy oczekiwanie się wydłużyło a ja musiałam iść spać. Jednak na drugi dzień udało mi się obejrzeć ten występ w Internecie.
Piszę o tym nie bez powodu, bo to właśnie ten zespół jest moim wspomnieniem muzycznym czasu wczesnoszkolnego. Mimo, iż lata świetności zespołu minęły to ja dalej z sentymentem wspominam ich występy. Chociaż jakby dalej się cofnąć pamięcią to byłam wychowywana na Disco Polo, ale dzisiaj skupię się na tym co pamiętam lepiej, czyli Ich Troje.
Dla wielu ikona kiczu i osoba niezwykle charyzmatyczna, ale i kontrowersyjna. Dla mnie idol z dzieciństwa. Dla sporego grona osób przyznanie się do tego, iż było się fanką zespołu Ich troje to wstyd. Ja się tego nie wstydzę. Jak widać ta muzyka nie zrobiła mi z mózgu papki, chociaż może osoby, które mnie znajdą mają inne zdanie na ten temat, ale cóż.
Co prawda nie pamiętam dokładnie jak zaczęła się moja przygoda z tym zespołem, jednak pamiętam jak wiele dzięki niemu przeżyłam i jaka, była moja droga jako fanki.
Jeśli się dobrze zastanowić to, był pierwszy i jedyny polski zespół, za którym jeździłam na koncert do innego miasta. Pierwszy koncert odbył się 30 km od mojego miasta i bardzo dobrze pamiętam, że byłam z moim tatą i nie mieliśmy jak wrócić po koncercie do domu. Nawet była obawa, ze będziemy szli na piechotę do domu, jednak jakiś litościwy kierowca zgodził się nas zabrać. Drugi koncert to, była moja dalsza wyprawa, bo już prawie 250 km, na szczęście niedaleko mieszkała moja ciocia więc nie byłam skazana na pastwę losu. Kolejne dwa i zarazem ostatnie koncerty, w których uczestniczyłam miały miejsce w moim rodzinnym mieście.
Nie ukrywam, że moją ulubioną wokalistką, którą najlepiej wspominam, była Justyna Majkowska. Razem z nią zespół, był niczym idealna układanka.
Gdyby ktoś mnie zapytał, dlaczego ich lubiłam a w sumie mogę powiedzieć lubię, bo jednak sentyment pozostał, to nie wiem czy jest jedna odpowiedź. Na pewno nie należę do ludzi, którzy lubią jakiś zespół, bo akurat jest popularny.
Moja skromna kolekcja

Ostatnimi czasy zauważyłam, że ciągnie mnie do charyzmatycznych wokalistów o niebanalnych zdolnościach wokalnych. A nie oszukujmy się Michał Wiśniewski do takich należy. Drugi powód to szacunek do fanów. Uwierzcie mi, że byłam już na paru koncertach i mogę powiedzieć, że niektórzy „artyści” poza tym, że jak wyjdą na scenę i będą słodcy, że aż człowieka zemdli to już poza nią uważają się za nie wiadomo kogo. Byłam na 4 koncertach w różnych miejscowościach, jednak wokalista Ich Troje zawsze znalazł czas dla fanów bez względu na to, jaki był zmęczony. Pamiętam jego jedną wypowiedź z filmu, który został nakręcony o Michale Wiśniewskim.
*"Załóżmy, że czeka na ciebie 400 osób… wychodzisz, z założenia, że dobrze jest odejść i rzucić 10 pocztówek dla wszystkich, żeby się rozszarpali, czy postać godzinę i rozdać 200. To ja ci odpowiem.. zdecydowanie postać godzinę i rozdać dwieście, bo z dwudziestoma w ogóle nie ma co wychodzić. Trochę szacunku."
Poza tym myślę, że wprowadził trochę świeżości na nasz rynek muzyczny, kolorów. Jego piosenki poza tymi chwytliwymi, były też z głębszym przesłaniem. 

Na tym kończę mój nudny wywód. Jestem jednak ciekawa czy wy macie podobne wspomnienia do moich, a może w dużym stopniu się różnią?

Zapraszam do podzielenia się ze mną swoją opinią.
*fragment z filmu "Gwiazdor"

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Chaos

    Na początku, był chaos… i nie, uprzedzając to nie odnosi się do Mitologii a do książki Jojo MoyesRazem będzie lepiej”. Tak w ogóle to muszę zacząć dodawać coś innego, bo osoby z zewnątrz mogą stwierdzić, że będę pisała tylko i wyłącznie o tej autorce i jej książkach. Bez obaw.  Ta książka trafiła w moje ręce w wyniku przypadku a raczej promocji wydawnictwa Znak. Skorzystałam. Przeczytałam, zatem podzielę się swoją refleksją na temat tej lektury.

     Przyznaję się bez bicia, że początek książki tak jak wspomniałam wcześniej jest pełen chaosu. Nie mogłam się połapać kto  jest kim. Zaczęłam się wręcz zastanawiać czy to ja jestem taka głupia czy autorka specjalnie powciskała ta tylu bohaterów, żeby coś przekazać, albo wykończyć czytelnika. Oczywiście to żart, czy odnośnie mojej głupoty, tu bym polemizowała, ale to nie ja jestem tu główną postacią.

      W książce mamy do czynienia z Jess, Tanzie, Ed’em, Nickiem i jak się okazuje z barwną postacią psa-Normanem. Każda z wyżej wymienionych przeze mnie osób i tu podkreślam słowo „osoba”, ma swoje 5 minut w „Razem będzie lepiej”.
źródło:własne

    O czym jest ta książka? Najprościej byłoby powiedzieć, o wszystkim. Ilość tematów poruszanych w tej powieści jest ogromna, ale jednak nie wyczerpuje całego zasobu. Znajdziemy ty przykłady miłości i to ujętej w sposób szeroko pojęty, rodziny,  przyjaźni, pieniędzy, przemocy, zdrowia, przywiązania i tak mogłabym wyliczać dłuższą chwilę. Myślę, że jednak skoro tak pokomplikowałam to mogę napisać w sposób prostszy, no przynajmniej spróbuję.

    To opowieść o matce, która poświęca bardzo wiele dla swoich dzieci, i zazwyczaj jest ogromną optymistką, mimo tego, iż nie zawsze a raczej bardzo rzadko ma powód do radości. Dodatkowo to historia o dwójce nastolatków, tak różnych do siebie a mimo to w pewnym sensie podobnych. I o mężczyźnie, który ma wszystko jednocześnie nie mając nic. Czyż to nie brzmi dość smutno? Być może. Lecz ich droga się w pewnym momencie zetknie i nie powiem, że jest wspaniale. Jest kolorowo, a pamiętajmy, że kolory są zarówno te jasne i jak i ciemniejsze. Jednak ich spotkanie okaże się bardzo pouczające, dla każdego z nich.

    To historia, która pokazuje, że czasami dół, którym się znajdujemy może się okazać jeszcze większy. Podkreśla, że warto doceniać to co się ma i uważać na ludzi koło siebie. Ale bądźmy szczerzy łatwo się mówi. Lubimy mieć kogoś obok siebie nawet jeśli zaprzeczamy i mówimy, że jest inaczej. A kiedyś i dla nas zaświeci słońce, może nas nie oślepi, ale będzie delikatnie wyglądać i sprawi, że będzie lepiej. I tego się trzymajmy.


    Książkę oceniam pozytywnie, aczkolwiek bywały momenty gdy zdawała mi się być przydługa.

wtorek, 14 czerwca 2016

Zanim pójdziecie do kina…

Kiedy prawie każdy z panów, emocjonował się meczem Polska- Irlandia Północna. Ja wraz z mamą postanowiłyśmy wybrać się do kina na film „Zanim się pojawiłeś”, aby uciec od tego zgiełku i wszechobecnej euforii. Szczerze mówiąc, byłam już nią trochę zmęczona, wszędzie reklamy, wiadomości a nawet produkty sklepowe skupiające się tylko na jednym temacie. Ale do rzeczy.
źródło:tumblr.com

Wyżej wymieniony przeze mnie film, prześladował mnie już od kilku miesięcy. Trochę się tego bałam. Nie tego, że coraz częściej pojawiał się w prasie czy telewizji za sprawą zwiastunów czy plakatów. Bałam się rozczarowania. Od razu uprzedzam, książki nie czytałam. Co w najbliższym czasie zamierzam naprawić. Bo w końcu, dzisiaj po wielu miesiącach udało mi się ją dostać. Uwierzcie mi na słowo, mojego szczęścia nie da się opisać.
Jak ja lubię się rozczarowywać pozytywnie, gdzieś pod skórą czułam, że film może być dobry, ale szczerze mówiąc nie sądziłam, że aż tak mnie chwyci za serce. Jest on tak lekki a zarazem wzruszający, że to jest coś pięknego. Zazwyczaj melodramaty to produkcje, które cały czas oplatają człowieka dramatem jak bluszcz i to może powodować, że zaczynamy się dusić, a tutaj jest zupełnie inaczej.

Opowieść o chłopaku, który jest niepełnosprawny i dziewczynie, która mu pomaga, na początku nie pałają do siebie zbyt dużą sympatią i z czasem się to zmienia. Czy to nie brzmi znajomo? A może nawet tandetnie? A jednak,  to tylko część prawdy, która się za tym kryje. Nie chcę zdradzać fabuły, a sama nie lubię jak większość recenzentów niemal streszcza film powstrzymam się od większej ilości szczegółów tego filmu.
Historia Lou i Will to opowieść, której schematy bardzo często są stosowane we wszystkich produkcjach tego typu, a jednak ta jest wyjątkowa, na czym polega jej sukces? Być może jest to spowodowane, że scenariusz, który powstał na podstawie książki napisała autorka Jojo Moyes. A może to właśnie główni aktorzy spowodowali, że na Sali kinowej zapanowała magia.


źródło:tumblr.com

Dla, niektórych osób moje zachwyty mogą być wyolbrzymione, ponieważ mamy tutaj powielany i już wspomniany przeze mnie schemat historii dwojga ludzi,  zastosowane zabiegi, które już wcześniej się sprawdziły w starszych filmach. Ale może właśnie to jest ten przepis, nie trzeba wyolbrzymionych historii, pijackich i tandetnych dowcipów czy scen, które mają za zadanie skupić uwagę wyłącznie na seksualności. Przecież to jest kolejna produkcja, która bazuje na pięknych słowach i emocjach, które są wyczuwalne bardzo mocno i człowiek to czuje.
Uważam, że główni bohaterowie spełnili swoje zadanie w 100 procentach. Zarówno Sam Claflin jak i Emilia Clarke stworzyli bardzo realne postaci. Dzięki nim pierwszy raz od dawna nie zerkałam na zegarek kiedy ten seans się w końcu skończy, wręcz przeciwnie, nie pamiętam kiedy ostatnio pojawiły się napisy końcowe a ja zapytałam „już?”.

Oczywiście jak każdy film ma niewielkie mankamenty, ale całość przykrywa je swoją wciągającą opowieścią o ludzkich problemach, z którymi czasami trzeba się zmierzyć i czy my naprawdę możemy być doradcami w sytuacji, gdy sami nie mamy i danej sprawie pojęcia?
Primadonna

Witajcie :)

Moi drodzy...

Mój blog będzie pełen chaosu, tak jak ja w tym momencie. Hmm... nie wiem czy to dobra reklama dla czytelników, ale taka jest prawda. Będę pisała o tym co mnie interesuje, zajmuje, ciekawi, denerwuje. Wszystko zależy od emocji i chwili dnia. Śpieszę z wyjaśnieniem, iż mój podpis na blogu "Primadonna" nie odnosi się do tego co większość ludzi zna. Dotyczy ona faktu, iż fanki mojego ulubionego zespołu FT Island są tak nazywane. Dla tych co się martwią, uspokajam, nie będzie to miejsce, gdzie będą same peany do zespołu. Czasami myślę, że znajdzie się tutaj jakiś post odnośnie ich tematu, ale nie będzie to zbyt często. 

Będzie mi bardzo miło jeśli znajdą się osoby, które będą chciały dzielić ze mną radość z tworzenia bloga. Bo człowiek, który pisze nawet takie bazgroły jak ja jest nikim bez chociażby jednego czytelnika. Dlatego każdą osobę, chętną na dzielenie ze mną tej przygody witam z otwartymi ramionami. A jeśli ktoś będzie chciał zostawić komentarz, czy wysłać do mnie wiadomość, sprawi mi tym większą radość. 

Zatem do dzieła.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie,
Primadonna